środa, 25 listopada 2015

WATTPAD!

Nie wiem czy ktoś tutaj jeszcze wchodzi, ale gdyby jednak tak to chciałabym Was powiadomić o tym, że na tym blogu już raczej nic się nie pojawi. Będę pisała Jokera, ale tylko na wattpadzie. Skończyłam z bloggerem i na stałe przeniosłam się na wattpad.

Mój profil na wattpadzie - @AnggelAx

I moje opowiadania:
'Fair Play - Tomlinson 17' - https://www.wattpad.com/story/49230385-fair-play-tomlinson-17
'Internet Best Friends' - https://www.wattpad.com/story/55141201-internet-best-friends-l-t

Jokera zacznę od nowa jakoś niedługo, obserwujcie mnie na wattpadzie a na pewno będziecie na bieżąco. Pozdrawiam i miłego dnia! xx :)

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 2 - Zapłacę ci, Joker

PRZECZYTASZ = SKOMENTUJ 

Obróciłam się na swój drugi bok i usłyszałam skrzypnięcie, zresztą już nie pierwsze tej nocy. Łóżko było dosyć stare i wydawało z siebie czasami takie dziwnie dźwięki. Nie przeszkadzało mi to, ale kiedy tak dobrze mi się spało i zaczęło skrzypieć, to się denerwowałam.
Ten ostatni skrzyp naprawdę wybił mnie ze snu. Wiedziałam, że dziś już nie zasnę, więc usiadłam na łóżku, czemu towarzyszył kolejny, głośny odzew łóżka. Wyciągnęłam telefon z pod poduszki. Była dziesiąta rano, a ja miałam nieodebraną wiadomość. Chwilę myślałam, że mogła być od Michaela, ale gdy już odblokowałam telefon, wiedziałam, że to nie od niego. Wiadomość była od mamy:
*Cześć, Rosie! Jestem już w Nowym Jorku :)*
Dostałam ją o piątej rano, a więc mama wysłała tego smsa kiedy u niej była północ. Już chciałam chwycić telefon i do niej zadzwonić, ale zorientowałam się, że teraz u niej jest piąta rano, cholerne strefy czasowe.
Większość dnia minęła mi na jeżdżeniu z Lucy po sklepach meblowych. Mama zostawiła mi trochę pieniędzy, abym się tutaj zorganizowała, więc, musiałam zamówić sobie jakieś meble do pokoju, bo na razie było tam tylko łóżko... skrzypiące łóżko. Wzięłam pod uwagę kolor ścian, czyli beż, zamówiłam meble w odcieniu jasnego drewna. Chciałam aby była trzydrzwiowa szafa z lustrami, komoda, mała szafeczka nocna oraz coś w podobie biurka lub toaletki. Wszystko szczęśliwie udało się zrealizować. Mój pokój nie był za wielki. Jego jedna trzecia to samo łóżko. Za całe zamówienie zapłaciłam prawie pięćset funtów, czyli wydałam moją całą kasę. Wszystkie meble przyjdą w poniedziałek rano, więc Lucy je odbierze.
Uznałam, że nie ma sensu kupować nowe łóżko, skoro tamto jest jeszcze dobre. To znaczy trochę skrzypiało, ale było wygodne. Może jeśli zarobię trochę pieniędzy to kupię nowe. A pro po zarabiania pieniędzy, to planowałam znaleźć sobie pracę. Nie na cały etat ani nie w każdy dzień. Chciałam pracę dorywczą. Mama będzie przesyłała mi pieniądze, ale fajnie byłoby mieć trochę swoich. W Sheffield też pracowałam, aż rok czasu. Moja praca była w piekarni i nie była zbyt trudna. Dorabiałam tam w weekendy od rana do popołudnia. Musiałam tylko sprzedawać chleby, bułki, ciasta i tak dalej. W sumie było to bardzo przyjemne. Chciałabym teraz też znaleźć coś takiego. Jakaś praca w sklepie lub może znowu w piekarnik. Tak, to byłby dobry pomysł.

~*~

Był wieczór i postanowiłam, że wyjdę z domu. Chciałam pooglądać okolicę i przypomnieć sobie to i owo. Założyłam buty i wyszłam. Na dworze było bardzo ciepło, mimo, że była dwudziesta. W krótkich spodenkach i zwykłej koszulce było mi idealnie.
Najpierw postanowiłam odwiedzić plażę. Droga w to miejsce zajęła mi niewiele więcej niż pięć minut. Na szczęście było widno, więc idealnie widziałam całe morze i otaczający mnie krajobraz.
Usiadłam na środku skały, tam woda nigdy nie docierała i było zupełnie sucho.Wyciągnęłam nogi przed siebie i wsłuchałam się w morze. To cudownie, że tam byłam. Słyszałam tylko fale, które uderzały w ogromne, wystające z wody kamienie, ale nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo? - Powiedziałam.
- Hej, kochanie - to była mama.
Opowiadała mi o tym jak przyleciała do Nowego Jorku, jak wyglądało jej mieszkanie i jak minął jej  pierwszy dzień w nowym mieście. Powiedziała, że od poniedziałku zaczyna pracę i jest bardzo zdenerwowana. Później zapytała o to co u mnie, jak się czuję z tym, że w poniedziałek idę do nowej szkoły i tak dalej. Trochę sobie pogadałyśmy.
- Poniedziałek to wielki dzień dla nas obu - powiedziałam.
- Tak, powodzenia kochanie - odpowiedziała.
- Wzajemnie, kocham cię - dodałam i się rozłączyłam.
Miałam nadzieję, że mama da sobie radę i nie będzie dla niej przeszkodą żaden Nowy Jork. Była pewną siebie, silną kobietą i w pełni zasłużyła na ten awans. Uda jej się tam, na pewno.
Włożyłam do swoich uszu słuchawki i przypięłam je do telefonu. Położyłam się na plecach i wcisnęłam ''Play''. W uszach rozbrzmiała jedna z piosenek mojego ulubionego zespołu, The Falling Drops*. To taki rockowy zespół z Australii. Jego członkami są Austin Parker, czyli główny wokalista, Logan Harris, gitarzysta, Max Baker, basista i Ethan Simpson, czyli perkusista. Byłam ich fanką już jakoś od trzech lat i nadal nie byłam na koncercie. Cóż, nigdy nie byli w Sheffield, byli tylko dwa razy w Londynie, ale mama nigdy nie zgodziła się żebym tam sama pojechała. W tym roku pewnie też mi się nie uda, bo nie będę miała na to kasy, zgody Lucy ani dojazdu.
Zamknęłam oczy i wsłuchałam się dokładnie w głos Austina w piosence ''You Make Me Scream''. Ten kawałek był taki idealny. Nawet nie pamiętałam kiedy odpłynęłam w swoich myślach. Ocknęłam się jakoś pół godziny później. Nie zasnęłam, ale byłam pogrążona w zasłuchaniu. Otwarłam oczy i usiadłam, rozglądając się dookoła. Na dworze panował już zmierzch. Byłam zdziwiona, że chwila nad morzem minęła mi tak szybko. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i schowałam je do kieszeni, po czym wstałam i odruchowo otrzepałam spodenki, jakby miał znajdować się na nich jakiś brud. Ostrożnie zeszłam ze skały i brzegiem plaży udałam się do wyjścia z powrotem na ulicę.
Nie chciałam jeszcze wracać do domu, noc była młoda, a ja nie miałam na jutro konkretnych planów. Postanowiłam pójść w głąb Fleetwood, ale oczywiście nie za daleko, abym mogła później wrócić do domu. Średnio pamiętałam te wszystkie ulice, dlatego wolałam być ostrożna i nie puszczać się daleko na nie wiadomo gdzie.
W mieście panował spokój. Od czasu do czasu przejechał jakiś samochód i przeszedł przechodzień, nic szczególnego. W centrum Fleetwood na pewno była masa ludzi, ale tu był idealny spokój. Podobało mi się, że co kilkadziesiąt metrów stały ładne lampy na chodniku. Nie były one takie zwykłe, ale bardziej ozdobne. Wysokie, z okrągłym żyrandolem na górze, a na słupach zawieszone były koszyczki z jakimiś roślinami. Wystawały z nich tylko zielone liście i pełno dużych, fioletowych i ciemno-różowych kwiatów. Co chwile mijałam jakiś sklep, który miał podświetloną wystawę. Oglądałam je z zaciekawieniem, chociaż wcale nic z tych rzeczy mnie nie interesowało. Po prostu lubiłam chodzić wieczorami po miastach i oglądać różne. Wtedy było jakoś inaczej, ale lepiej.
Po dłuższym spacerze w ciszy, coś przykuło moją uwagę, a mianowicie chodziło o jakąś rozmowę i hałas. W tej ciszy na ulicach, rozmowa wydawała mi się być hałasem. Ciągle zbliżałam się do miejsca skąd wydobywały się różne, coraz głośniejsze dźwięki.
Może to jacyś przestępcy? Powinnam dalej iść? W Sheffield też słyszałam dużo takich rzeczy, widziałam masę kłótni jakiś facetów i jakoś nigdy nikt się mną nie zainteresował i przechodziłam w spokoju, wiec chyba mogłam przejść też tamtędy.
- Myślałeś, że ci to odpuszczę, co? - Powiedział jakiś zupełnie nieznajomy głos.
- Daj spokój - odezwał się ktoś zdyszany, a wręcz taki, który był zmęczony oddychaniem.
- Znasz zasady, Daniel .
Starałam się iść cicho i nie zwrócić uwagi na to co działo się niedaleko mnie, ale ta rozmowa były coraz głośniejsze i w końcu zobaczyłam kto ją prowadził. Dwójka, na oko ponad dwudziestoletnich chłopaków, rozmawiała sobie w jakiejś ślepej uliczce, pomiędzy budynkami. Jeden z nich oparty był o mur i ciężko oddychał, natomiast drugi wręcz przyciskał go swoim ciałem. Przyświecały tam tylko słabe promienie jednej lampy, dlatego nie bardzo widziałam jak oni wyglądali. Wiedziałam tylko tyle, że ten, który napiera na drugiego, miał dosyć jasne włosy.
Nie wiedziałam co mnie do tego skłoniło, ale przystanęłam za murem i jednym okiem patrzyłam co wydarzy się między nimi.
- Zapłacę ci, Joker - chłopak przyciśnięty do ściany, ledwo załapywał oddech. Widziałam, że strasznie się denerwował.
- Pieniędzmi? - Zaśmiał się drugi. - Pozwól, że sam wezmę sobie zapłatę... Ale trochę inną - dodał i nim zdążyłam mrugnąć okiem, błagający chłopak opadł na ziemię.
Przełknęłam głośno ślinę i przetarłam oczy. Co on mu zrobił? Ani go nie uderzył, ani nic. więc dlaczego tamten leżał i się nie ruszał? Czy on go... Nie. Nie możliwe.
Chłopak, nazwany przez tego drugiego Jokerem, odsunął się kawałek i powiedział sam do siebie:
- Dziękuję - i zaśmiał się cicho, po czym mignęło mi się w oczach, że chował nóż do kieszeni. Teraz byłam pewna, że on go zabił.
W jednej sekundzie moje ciało ogarnęło przerażenie. Sama oddychałam w nieregularnym tempie i myślałam jak stąd odejść po cichu, aby ten ''zabójca'' mnie nie dostrzegł. Zaczęłam się cofać w tył, ale nadal go obserwowałam. Widziałam, że wyciągnął telefon i czegoś w nim szukał.
Nagle uderzyłam nogą w śmietnik. Cholera!
Chłopak od razu mnie zauważył, a ja oniemiałam. Nie miałam czasu żeby się mu dokładnie przyjrzeć, bo od razu zaczęłam uciekać prosto przed siebie.


Daniel nie chciał zapłacić za ostatni towar, a chciał następny, więc proszę bardzo, już nie musi płacić. Nie potrzebowałem takich chujowych klientów. Zależało mi tylko na tych, którzy płacili wszystko w terminie i brali coraz więcej.
Zacząłem szukać w telefonie numeru do Louisa, żeby przyjechał i pomógł mi ogarnąć to co właśnie zostało po moim byłym kliencie. Gdy kopałem w kontaktach w komórce, usłyszałem jakiś hałas śmietnika, dosłownie kilka metrów ode mnie. Szybko skręciłem głowę w tamtą stronę i zobaczyłem jakąś dziewczynę.
Kurwa! Ona chyba nie widziała co tutaj się stało - pomyślałem. Jednak jej mina wyglądała na taką jakby widziała wszystko. Cholera, i co teraz?
W mgnieniu oka dziewczyna zaczęła biec, a ja niewiele myśląc, poleciałem za nią. Przecież kiedy ona powie komuś co tutaj widziała, będę skończony. Mogę powiedzieć ''papa'' wszystkiemu.
Biegłem za nią tak szybko jak tylko mogłem, ale ona robiła dokładnie to samo. Ciężko było ją złapać, ponieważ w kółko wbiegała w jakieś nowe uliczki. Gdy ją goniłem, przypomniałem sobie co właśnie narobiłem. Zatrzymałem się, a dziewczyna pobiegła dalej, nie oglądając się za siebie ani razu. Zdałem sobie sprawę z tego, że ciało Daniela nadal leży w ty zaułku. Byłem dziś taki rozwalony i roztrzepany, że chyba sam mogłem wpakować się od razu w kłopoty.
Wykręciłem numer do Louisa, odebrał od razu.
- Gotowe - powiedziałem do niego.
- Będę za dziesięć minut - odpowiedział i rozłączyłem połączenie.
Szybko pobiegłem na miejsce gdzie zostawiłem mojego byłego dłużnika. Wciągnąłem go za kontener ze śmieciami i przykucnąłem za nim, czekając aż Lou przyjedzie.
Ważną rzeczą w tamtym momencie było dla mnie to, że musiałem odnaleźć tą dziewczynę. To zadanie nie było łatwe, ale nie mogłem pozwolić wpakować się do więzienia. Jeśli policja poznałaby prawdę o tym zabójstwie, to doszłaby i do reszty innych przekrętów. Nie mogłem na to pozwolić. Sądzę, że ta laska będzie oszołomiona kilka dni po tym co zobaczyła, więc miałem też może jakieś trzy dni na to aby ją odnaleźć. Pamiętałem jedynie to, że nie była zbyt wysoka, ale miała naprawdę duże oczy i ciemne włosy, chyba brązowe. Jednak czy to mi wystarczyło aby ją odnaleźć? Zapewne nie, ale nie miałem innego wyjścia. Musiałem podjąć tą ciężką próbę.
Usłyszałem podjeżdżający samochód. Podniosłem się i wyjrzałem zza kontenera. Był to Lou. Razem wyszarpaliśmy Daniela i wpakowaliśmy do bagażnika. Ta robota trwała zaledwie dwie minuty. Musieliśmy się streszczać. W takich akcjach nigdy nie było zbyt wiele czasu na nic.
Szybko wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
- Wszystko poszło jak należy? - Spytał Louis.
- Tak - odpowiedziałem pewny siebie. Przecież nie powiedziałem, że ktoś widział jak zabiłem Daniela. Lou zacząłby się drzeć i wymyślać nie wiadomo co, aby nie doprowadzić do tego, żeby więcej osób się dowiedziało. Może nawet kazałby mi zabić tą dziewczynę? Nie wiedziałem, ale miałem nadzieję, że sam nie będę musiał się do tego posunąć.


Biegłam tak szybko na ile tylko pozwalały mi moje nogi. Co trochę tylko odwracałam głowę w tył, aby zobaczyć czy ten psychopata nadal za mną leciał. Wiedziałam, że on chciał mnie zabić. To było do przewidzenia. Ale nie chciałam umrzeć za takie coś.
Czułam jak z moich oczu leciały już łzy. Czy tak będzie wyglądać moja śmierć? Że będę cała zapłakana i w końcu zabita nożem przez jakiegoś nieznajomego kolesia? Nie mogłam na to pozwolić. Starałam się pobiec jeszcze szybciej, chociaż moje płuca stanowczo krzyczały ''nie''. Gdy już ledwo łapałam oddech, zobaczyłam, że chłopaka za mną nie było. Zwolniłam, aż w końcu upadłam na ziemię za jakimś sklepem i oparłam się o mur. Byłam taka zmęczona ucieczką. Wiedziałam, że to miejsce nadal nie było pewne. Czułam się nieswojo i bałam się, że chłopak zaraz skądś wyskoczy i zaciacha mnie tym nożem.
Boże, w co ja się wplątałam? Mój drugi dzień tu, a ja już uciekałam przed mordercami. Czy to miasto całe takie było? Jeśli tak to chciałabym jak najszybciej wracać do mamy. Byłam gotowa wyjechać nawet do Nowego Jorku.
W tamtej chwili sama nie wiedziałam czy byłam taka zszokowana zabójstwem tego całego Daniela czy tym, że zabójca mnie gonił i prawdopodobnie próbował zabić. To co dziś przeżyłam jest nie do pojęcia i nie do opisania po prostu.
Najbardziej nurtowało mnie pytanie, czy powinnam powiedzieć to co widziałam komukolwiek. Powiedzieć Lucy, Sharonowi, mamie, a może policji? Chyba wypadałoby tak zrobić, bo przecież zginął niewinny człowiek, a przestępca będzie musiał zostać ukarany. Chociaż, czy ten człowiek był aż taki niewinny? Ten cały Joker mówił, że czegoś tam nie zapłacił, więc jednak nie był z niego aniołek. Ale mimo to powinien zostać pochowany należycie, a ja nie mogłam ukrywać faktów. Tylko czy chciałabym na początku roku szkolnego, wplątywać się w jakieś problemy z władzami i tak dalej? Ogólnie czy to zamieszanie było mi potrzebne? Przecież moje zeznania nie skończą się na jednej wizycie na komisariacie. Ta sprawa będzie się ciągnąć i ciągnąć.
Musiałam się dokładnie zastanowić czy chciałam ingerować w to wszystko głębiej. Miałam w głowie mnóstwo za i przeciw. Moje poczucie winy, że to widziałam, mówiło mi, że powinnam powiedzieć policji o wszystkim, ale mój rozum mówił, żeby lepiej się się nie plątać w takie sprawy i dać sobie spokój oraz zapomnieć. Sama nie wiedziałam czego miałam się posłuchać. Musiałam to jeszcze bardziej przemyśleć i może zaczekać kilka dni.
Gdy mój oddech się nieco unormował, wstałam z ziemi i niepewnie rozejrzałam się dookoła. Miałam nadzieję, że chłopak odpuścił sobie moje poszukiwania i po prostu dał temu spokój. Niepewnie poszłam w kierunku domu, to znaczy miałam nadzieję, że szłam w kierunku domu. Moja ucieczka przyplątała mnie na zupełnie nieznane ulice, dlatego powrót był nieco ciężki. Jednak po upływie kilkunastu minut, bezpiecznie dotarłam do domu. Przed wejściem otarłam trochę swoje oczy, które były na pewno delikatnie zaczerwienione od płaczu.
- Jestem - oznajmiłam ochrypłym głosem, zdejmując buty na korytarzu.
- Okej - usłyszałam jedynie odpowiedź Sharona. Żeby on tylko wiedział co przytrafiło mi się tego wieczoru, to pewnie nie zareagowałby na moje przyjście zwykłym ''okej'', ale raczej przeżywałby to, że jakoś uszłam z życiem.
Po wejściu do pokoju, od razu wzięłam prysznic i poszłam się położyć. Moja cała głowa była pochłonięta tym co się dzisiaj wydarzyło. Nie przeszkadzało mi nawet skrzypienie mojego łóżka.
W sumie to nadal nie pojmowałam tego co zrobił ten blondyn. Rozumiałam, że długi u kogoś nie były niczym fajnym, ale można by to zawsze jakoś obgadać, rozłożyć na raty albo coś, a nie potrzeba od razu kogoś zabijać. Ten zmarły chłopak, Daniel, na pewno miał niewiele więcej lat niż ja. On miał przed sobą całe życie, ale ktoś mu je odebrał i to w bardzo brutalny sposób.
Myślałam, że mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nienawidzę tego Jokera. Był naprawdę okrutną osobą. Porachunki porachunkami, ale nie zabija się nawet najgorszego wroga.
__________________________________________________

Cześć :) Drugi rozdział za nami i pojawił się Niall. Miałam udostępnić ten rozdział już wczoraj wieczorem, ale nie miałam siły, aby napisać tą notkę pod rozdziałem ani na to żeby poinformować was na tt.

Jeśli przeczytałyście to proszę zostawicie komentarz :) Żeby było wam łatwiej, możecie odpowiedzieć w komentarzu na pytania poniżej:

1. Co sądzicie o tym co zrobił Niall?
2. Myślicie, że Rose powie komukolwiek o tym co widziała?
3. Jakie jest wasze zdanie o całym pierwszym rozdziale?

To chyba tyle ile chciałam wam na razie napisać. Czekam na wasze opinie, bo one są dla mnie bardzo ważne. Muszę wiedzieć czy komuś to się podoba, aby tworzyć dalej. Wasze komentarze dają mi motywację aby napisać kolejny rozdział jak najszybciej, więc proszę, skomentuj :) Dla ciebie to zaledwie minuta, a dla mnie bardzo wiele xx

- Chcesz być stale informowana o nowych rozdziałach? Zajrzyj tu = KLIK
- Twitter opowiadania = @jokerfanfiction
- Mój Twitter = @suuunschine
- Ask, gdzie możecie pisać z bohaterami lub po prostu o coś zapytać = @joker_fanfiction
- Mój mail = x-angela@o2.pl
- Mój blog specjalnie dla Polskich Directioners = Poland Needs One Direction


                                                        PRZECZYTAŁAŚ = SKOMENTUJ! 


Do następnego xx / Angel


środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 1 - Kocham cię, Rosie

PRZECZYTASZ = SKOMENTUJ!

- Rosie, musimy zaraz jechać! - Usłyszałam jak woła mnie mama.
- Już kończę! - Odkrzyknęłam i kończyłam pakować ostatni karton.
W moim pokoju pozostały już tylko meble i łóżko. Może następni właściciele zrobią z tego użytek? Lub wyrzucą... Ale co mi będzie do tego. Resztę rzeczy już spakowałam. Wstałam z podłogi i chwyciłam karton oburącz. Łokciem otwarłam drzwi od pomieszczenia i wyszłam na dwór. Wpakowałam karton do bagażnika, gdzie znajdowała się już reszta moich rzeczy i wróciłam do domu. W kuchni, salonie i na korytarzu nadal panował chaos z rzeczami mamy, których również było bardzo dużo.
- Gotowa? - Spytała mama.
- Tak, chyba tak - odpowiedziałam niepewnie. To trochę przygnębiające, że już nigdy tu nie wrócę. Kiedyś myślałam, że to moje miejsce na ziemi, że zawsze tutaj będę, jednak wszystko się zmieniło, bo mama dostała pracę aż na innym kontynencie. Była aż takim wspaniałym pracownikiem, że zasłużyła na ten awans? Owszem, starała się, zawsze. Chciała zrobić z nas normalną rodzinę i często aż zatracała się w pracy. Robiła dla nas bardzo dużo, ale to nie dziwne, bo przecież jesteśmy same od kilkunastu lat. Do dzisiaj nie wiem dlaczego tata nas zostawił. Nie kochał mnie? Nie kochał mamy? Pokochał kogoś innego bardziej? Nie wiem i pewnie nigdy nie uzyskam odpowiedzi na te nurtujące mnie pytania. Nawet nie chcę go poznawać. Pokazał mi już jakim okropnym człowiekiem jest.
- Możemy jechać? - Z rozmyślań wyrwał mnie głos matki.
- Przepraszam, co mówiłaś?
- Czy możemy jechać - uśmiechnęła się. Kiwnęłam głową i obydwie ruszyłyśmy z domu na podwórko. Mama zamknęła dokładnie drzwi frontowe, a ja w tym czasie wsiadłam do naszej srebrnej Skody. Chwilę później już ruszyłyśmy w drogę.
- Pożegnałaś się z Michaelem? - Zapytała, gdy próbowałyśmy wyjechać z naszej ulicy, która była dosyć zawiła i długa.
- Tak, już wczoraj - odpowiedziałam.
Kiedy wczoraj żegnałam się z Mikem to po prostu zaczęłam płakać. Będziemy od siebie daleko. A przyjaźń na odległość jest tak samo trudna jak miłość na odległość. W sumie przyjaźń to jedno ze stadiów miłości. Ja też kocham Michaela w pewien sposób i ma nadzieję, że on takim samym uczuciem darzy mnie.
- Rosie, - mama znów wytrąciła mnie z myśli. - Czy to czasami nie Mike? - Wskazała palcem na chodnik, po którym biegł mój przyjaciel. Co on wyprawiał?
- To on - powiedziałam zdziwiona i zaczęłam trzepać się po fotelu pasażera. - Zatrzymaj się - mama na moje polecenie zatrzymała samochód. Wysiadłam z niego z impetem i powiedziałam do Michaela:
- Mike, co ty robisz?
W końcu zdyszany chłopak dobiegł do mnie. Jego jasno-brązowe włosy były mocno roztrzepane, a umięśniona klatka piersiowa poruszała się w zatrważającym tempie.
- Wczoraj wieczorem zapomniałem powiedzieć ci coś bardzo ważnego - wybełkotał, ledwo łapiąc oddech. Przełknęłam głośno ślinę, bo domyślałam się o co może chodzić.
- Co? - Spytałam, przypominając sobie te wszystkie obejrzane romansidła, kiedy to przyjaciel wyznaje miłość swojej przyjaciółce. Proszę, żeby to nie było to...
- Chciałem ci powiedzieć to już dawno, - w myślach błagałam, aby to nie było to o czym myślałam. Mike chwycił moje obie ręce i gładził je swoimi palcami. - Kocham cię, Rosie - poczułam jego zimne i zmęczone usta na swoich. Czy on właśnie powiedział to czego ja nie chciałam? Nie wierzyłam, że zniszczył naszą przyjaźń, a do tego właśnie mnie całował! Michael przywarł swoim ciałem do mnie, a ja opadłam na boczne drzwi pasażera w samochodzie. Ciekawe co myślała sobie mama o tej całej sytuacji, którą na pewno bacznie obserwowała.
Oczywiście nie odwzajemniłam pocałunku przyjaciela, nie chciałam. Kochałam go, ale jak... brata i nie chciałam żadnego związku. Chciałam przyjaźni, prawdziwej przyjaźni. Było mi tak cholernie przykro, że on to wszystko zepsuł.
Nagle jego usta odkleiły się od moich. Chyba w końcu poczuł, że nie chcę tego. Zauważyłam, że bardzo się speszył. W sumie ja też jakoś dziwnie się poczułam. Jeszcze nigdy nie było mi tak nieswojo przy Michaelu jak właśnie w tamtej chwili.
Chłopak odchrząknął i odsunął się kawałek ode mnie. Cholera, ale dziwna sytuacja.
- Mike, ja...
- Okej, rozumiem - przerwał mi. Wadził ręce do kieszeni swoich jeansów i zagubionym spojrzeniem wędrował po swoich butach.
- Nie spodziewałam się, że mi to powiesz po prostu - wymamrotałam pod nosem. - Nie byłam na to gotowa.
Zerknął na mnie i powiedział:
- Mogłem to chyba bardziej przemyśleć - zaśmiał się z ironią. - Byłem głupi, myśląc, że czujesz to samo.
- Nie mów tak - nakazałam.
- Ale to prawda, Rose - powiedział do mnie ''Rose'', a nie ''Rosie'', znaczyło to, że był na mnie zły. - Przepraszam, po prostu chciałem ci to powiedzieć już od roku, ale nie potrafiłem. Sądziłem, że pora kiedy się wyprowadzasz jest idealna.
- A co w niej takiego idealnego? - Nie rozumiałam o co mu chodziło. - Przecież nawet jeśli odwzajemniałabym twoje uczucia to i tak musiałabym wyjechać.
- Wiem, - odpowiedział - ale w tej sytuacji nie miałem nic do stracenia, dlatego to powiedziałem.
Nic do stracenia? A gdybym powiedziała mu, że go kocham, to co? Jednak straciłby mnie. Nie wiedziałam co mu odwaliło, naprawdę.
- Czyli mam rozumieć, że mnie nie... Emm, nie czujesz tego, tak? - Wydusił z trudem te słowa.
- Przepraszam, Mike - spuściłam głowę. Nie chciałam go zranić, po prostu powiedziałam to co czułam. - Muszę już jechać - poinformowałam go po chwili, bo miałam już dosyć tej niekomfortowej sytuacji.
- Nie wierzę, że to zrobiłem, kurwa - powiedział wściekły, ignorując to co właśnie mu zakomunikowałam. - Zniszczyłem wszystko - mówił dalej.
- Naprawdę muszę jechać - powtórzyłam po raz drugi. - Do widzenia, Mike.
- Do zobaczenia, Rosie - odpowiedział. Widziałam, że jest zły i smutny na raz, ale co miałam zrobić?
Wsiadłam do samochodu bez słowa i zapięłam pasy. Chłopak odsunął się od auta i zszedł na chodnik. Mama ruszyła pojazdem, a ja zerknęłam w boczne lusterko i obserwowałam jak Michael zostaje sam na środku drogi.
Można powiedzieć, że złamałam mu serce? Tak, chyba to jest słynne złamanie serca. Nie chciałam mu tego robić, przysięgam. Chciałam żeby był szczęśliwy, ale z inną dziewczyną. Ja po prostu nic do niego nie czułam. Jego słowa mocno we mnie uderzyły, on powiedział ''Kocham cię''. To taka hmm...  mocna wypowiedź. Tego nie czuje się co chwilę i do byle kogo. To uczucie, którym można obdarzyć tylko wyjątkową osobę. Czy ja byłam dla niego tym kimś wyjątkowym? Powiem szczerze, że zakochałam się raz w życiu, było to jak zaczynałam liceum. Tam poznałam Scotta Lightona. Był mega przystojny, a do tego taki wysportowany. Mój pierwszy, prawdziwy chłopak. Niestety, nasz związek nie przetrwał nawet do drugiej klasy, ponieważ oboje stwierdziliśmy, że jesteśmy zupełnie różni. Jednym słowem, nie pasowaliśmy do siebie, w ogóle. Dla niego liczył się praktycznie tylko sport i nic po za tym, a plus tego był mocno zazdrosny o Michaela. Rozstaliśmy się w spokoju i jesteśmy znajomymi... chyba. Nie gadamy za często, nie widujemy się, nie piszemy, ale czasami mówimy sobie ''cześć''. To jednak dziwna relacja.
- Michael mnie zszokował - zaczęła mama. Wiedziałam, że w końcu zacznie mówić o tej sytuacji, ale nie sądziłam, że wytrzyma w ciszy tyle czasu. Odezwała się dopiero po upływie około piętnastu minut.
- Chyba nie tak bardzo jak mnie - odpowiedziałam i spojrzałam na nią.
- Nie zauważyłaś przez ostatni rok, że on coś do ciebie czuje? - Zapytała. Nie mogę... Ona chyba słyszała wszystko co mówiliśmy, bo nawet wiedziała, że Mike zbierał się rok do wyznania. Zawsze musi wszystko usłyszeć.
- Nie - odpowiedziałam po krótkim namyśle. - Zachowywał się jak zawsze.
-  Ale powiem ci, że ta sytuacja była taka urocza - uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie. Nie rozumiałam jak można prowadzić samochód i patrzeć się na kogoś obok. To nie jest ryzykowne?
- Mamo, prowadzisz - upomniałam ją. Z natury jestem zawsze ostrożna i dbam o bezpieczeństwo innych. Już każdy się do mnie przyzwyczaił. Mama znów się uśmiechnęła, ale przeniosła wzrok tym razem przed siebie i wyprzedziła zaraz jakieś bordowe Volvo.
- Ale sama powiedz, że sytuacja była jak z filmu - dalej kontynuowała temat.
- To muszę ci przyznać - powiedziałam. - Chciałabym kiedyś mieć takie wyznanie, ale od osoby, do której też będę czuła to samo. Kocham Mike, ale jako przyjaciela i nic więcej.
- Nie przejmuj się, kochanie. Myślę, że znajdziesz sobie w końcu kogoś, może nawet w Fleetwood.
- O nie, nie nie - pokręciłam głową na propozycję mamy. - Żadnych chłopaków w tym roku. Teraz liczy się tylko nauka.
- Twoja siostra też tak mówiła gdy szła do liceum - wspomniała mama. - Mam nadzieję, że tobie nic nie uderzy do głowy i nagle nie będziesz chciała studiować w Fleetwood, tylko przyjedziesz do mnie.
- Żaden chłopak mnie tam nie zatrzyma, obiecuję ci to - powiedziałam pełna przekonania.

~*~

- Jesteśmy - zakomunikowała mama, a ja spojrzałam przez szybę i starałam sobie przypomnieć coś z ostatniej wizyty tutaj. Niestety, nie bardzo pamiętałam ulice i drogi. Najbardziej w pamięć zapadła mi plaża i taka skała, którą kiedyś znalazłam. Była do połowy wyciągnięta na uboczu plaży, a do połowy znajdowała się w wodzie. Fale zawsze mocno o nią uderzały, ale skała na samej górze była sucha. Lubiłam tam czasami przychodzić po tym jak znalazłam to miejsce. Będę musiała kiedyś jej poszukać. 
Po następnych piętnastu minutach byłyśmy już  na ulicy, na której mieszkała Lucy. Bezpośredni dojazd do jej domu zajął nam kolejne pięć minut. Kiedy mama zaparkowała przed domem, już poczułam zapach morza i usłyszałam skrzekot mew. Uwielbiałam to miejsce, ale bywałyśmy tu dosyć rzadko, tym bardziej latem. To we względu na pracę mamy, Sharona i Lucy.
- Zostawmy na razie twoje rzeczy i chodźmy się przywitać - zaproponowała mama, a ja jej przytaknęłam i obie wysiadłyśmy z samochodu.
Otwarłam niską, metalową furtkę i chodnikiem skierowałam się do domu. Wcisnęłam przycisk dzwonka i po chwili w drzwiach zjawiła się osoba, która w kilkunastu procentach była podobna do mnie. Brązowe, proste włosy, pociągła twarz, wysokość licząca zaledwie sto sześćdziesiąt centymetrów.
- Cześć - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Lucy odpowiedziała tym samym i uścisnęła mnie na przywitanie. Następnie przywitała się z mamą.
- Chodźcie - zaprosiła nas do środka. Kiedy weszłyśmy, już przypomniałam sobie powoli jak wszystko u niej wyglądało. Ten sam długi korytarz w odcieniach beżu, po lewo kuchnia, po prawo salon, dalej łazienka i przejście z kuchni do jadalni. Wprost od drzwi ogromne schody prowadzące na górę. Wszystko było urządzone miło i przytulnie.
- Zapraszam do salonu, pójdę zrobić kawę - powiedziała, wskazując ręką na przejście do pokoju dziennego.
Rany, od mojego ostatniego przyjazdu tu przytyła z około... może dwadzieścia kilo! No może trochę przesadziłam, ale mocno było widać, że jest w ciąży. W końcu to już chyba ósmy miesiąc. Chyba jej zazdrościłam tego, że będzie miała w domu takie maleństwo. 
Zajmujemy z mamą miejsca na kanapie, a ja rozglądam się dookoła. Salon utrzymywany był w przewadze brązu i czerwieni. Na ścianie wisiał telewizor. Po mojej prawej znajdowało się okno, przez które widać było ulicę. Przy pozostałych ścianach stała kanapa i meble. Przed kanapą znajdowała się mała, szklana ława. Nadawała się na kawę i ciasto co najwyżej.
Lucy wróciła z kawą i rozstawiła po ławie, po czym sama zajęła miejsce obok nas.
- Jak tam mały? - Zapytała mama i łyżeczką zamieszała kawę.
- Nie wiadomo czy to on, może ona - zaśmiała się siostra i złapała za duży brzuszek.
- Przecież płeć dziecka powinniście już znać - podpowiadam. Chciałam błysnąć moją znajomością z lekcji biologii.
- Sharon powiedział, że chce niespodziankę.
To urocze ze strony Shara. Sama nie wiedziałam czy chciałabym znać płeć swojego dziecka, o ile w ogóle kiedyś bym je miała. Ale to musi być super niespodzianka kiedy nagle rodzi ci się dziecko i dopiero po chwili lekarze mówią czy to chłopiec czy jednak dziewczynka. 
- Właśnie, a gdzie Sharon? - Mama zadała kolejne pytanie. Też byłam tego ciekawa.
- Jeszcze w pracy. Od roku prowadzi swój warsztat i czasami po prostu tonie w tej motoryzacji - Lucy upiła łyk jakiegoś napoju, na pewno to nie była kawa, może herbata.
Pamiętam jak rok temu Shar zabrał mnie do tego swojego zakładu. Podawałam mu niektóre narzędzia i tak dalej. Byliśmy tam chyba z godzinę, a ja świetnie się bawiłam. Nie wiedziałam nawet, że w samochodach może być tyle zabawy. Nauczyłam się tak wielu rzeczy, a mimo to prawa jazdy nadal nie posiadałam.
Wtedy w warsztacie z Sharonem poczułam się jak taka prawdziwa i bardzo bliska rodzina do niego, jakby on był moim bratem albo i nawet tatą. Córki pewnie mimo wieku zawsze dogadują się dobrze z ojcami i spędzają razem dużo czasu. To musi być fajne uczucie. Niestety, mi brakowało ojca. Czasami nawet bardzo.
Mama z Lucy były pogrążone rozmową. Stwierdziłam, że nic tu po mnie i powiedziałam:
- Pójdę pownosić swoje rzeczy. - Siostra z mamą pokiwały głowami, a ja wstałam i wyszłam na ulicę. Było ciepło. Jeszcze cieplej niż kiedy przyjechałyśmy. Zerknęłam na telefon, była już piętnasta. Zobaczyłam, że miałam trzy nieodebrane wiadomości i wszystkie od Mike'a:
*Przepraszam, że zniszczyłem naszą przyjaźń.*
*Nie chciałem tego robić, naprawdę.*
*Rosie, proszę cię.*
Miałam ochotę do niego zadzwonić, ale zrezygnowałam. Chyba jednak nie chciałam teraz z nim gadać. Dziwnie bym się czuła. Mogliśmy się nadal przyjaźnić, ale już nic nie byłoby takie jak kiedyś.
Otwarłam bagażnik i zaczęłam po kolei wyjmować kartony z rzeczami oraz torby i walizki. Było tego dosyć sporo, ale uporałam się z przenoszeniem tego do domu w kilkanaście minut. Następnie znów wróciłam do siostry i mamy.
Wchodząc do salonu, zauważyłam, że mama już wypiła kawę. To znaczyło, że zaraz pojedzie.
- Będę się zbierać - zakomunikowała i wstała z kanapy. I co? To już? Właśnie się żegnamy?
Podeszła do mnie i mocno przytuliła co od razu odwzajemniłam. - Trzymaj się, Rosie. Słuchaj się Lucy i Sharona, pomagaj im. Będę do ciebie dzwoniła na tyle ile będzie to możliwe - przytulałam mamę najmocniej jak tylko potrafiłam, jakby to był nasz ostatni uścisk w życiu. Wiem, że zobaczymy się dopiero w grudniu lub później.
Gdy mama odeszła ode mnie, pożegnała się z Lucy, a później poszłyśmy ją wyprowadzić na zewnątrz.
- Trzymaj się i uważaj tam na siebie - powiedziała przejęta Lucy. Ja może i wyglądałam na niezbyt zainteresowaną tym wyjazdem mamy, ale wewnątrz dosłownie płakałam.
- Wy tutaj też dbajcie o siebie nawzajem i o nowego członka rodziny - mama uśmiechnęła się ze łzami w oczach i wsiadłam do swojego auta.
- Cześć, kocham cię - powiedziałam do niej na koniec.
- Ja was też - odpowiedziała i odpaliła samochód. - Napiszę do was już jak wyląduję - dodała na koniec i pomachała nam, a my odpowiedziałyśmy tym samym gestem.
I zaczęło się. Mamy już ze mną nie było Już za niecałą dobę będzie tysiące kilometrów ode mnie. Teraz już sama nie wiedziałam czy dziwne uczucie przepełniające mnie od środka spowodowane jest wyjazdem mamy czy słowami Michaela.
- Chodź do domu - rzekła Lucy i obje weszłyśmy do środka. - Musimy porozmawiać, młoda. - Lucy zawsze mówiła na mnie ''młoda'', ale zaczął to Sharon. W porównaniu do niego to jestem naprawdę młoda, w końcu różni nas prawie dziesięć lat.
- A o czym? - Nie ukrywałam, ale byłam trochę wystraszona tym jak powiedziała, że musi ze mną pogadać. Czyżbym już coś zdążyła nabroić?
- Ogólnie - uśmiechnęła się i poszła do kuchni. Ruszyłam za nią. Siostra zaczęła wyjmować różne rzeczy z szafek i lodówki co wskazywało na to, że robiła kolacje.
Zajęłam miejsce na wysokim taborecie obok niewielkiego stołu.
- To mów o co chodzi - popędziłam ją.
- Po prostu ustalmy kilka zasad, Rose - powiedziała, zaczynając kroić warzywa. Zapewne były one potrzebne do potrawy, którą chciała zrobić. - Jesteś już zapisana do Fleetwood High School. Masz kupione wszystkie potrzebne podręczniki, które leżą w twoim pokoju. - Fleetwood High School? Niech zgadnę, Lucy tam pracuję... - Zaczynasz w poniedziałek od ósmej, przystanek jest za rogiem, obok takiego sklepu gdzie zawsze chodzimy, pamiętasz? - Kiwnęłam głową. - Więc właśnie stamtąd będziesz odjeżdżała do szkoły o 7:37, codziennie. - Już ogarnęła dla mnie nawet autobus? Wow. - Jeśli chodzi o powroty ze szkoły to godziny zajęć są różne. Czasami zabierać cię ze szkoły może Sharon, ale autobusów jest tu dużo, więc zdążymy się jeszcze zorientować co i jak. - Lucy właśnie przekazywała mi tyle informacji, że moja głowa ledwo to pojmowała. - Plan lekcji też masz w pokoju. A właśnie, co do pokoju to mama zostawiła ci trochę pieniędzy, tak jak wcześniej mówiła i jutro trzeba będzie pojechać do jakiegoś sklepu i wybrać meble, bo w pokoju stoi tylko łóżko jak na razie - uśmiechnęła się.
- Lubię kupować takie rzeczy - również się uśmiechnęłam.
- Pamiętasz pokój gościnny? - Zapytała. - To od teraz twój pokój.
Cieszyłam się, że dostałam właśnie ten. Miał balkon, z którego widać morze, to naprawdę świetny widok. Gdy bywałam tutaj kiedyś, to wstawanie rano i wgapianie się w plaże było moim porannym uzależnieniem.
Lucy wrzuciła pokrojone warzywa do gotującej wody i przykryła garnek pokrywką, a następnie usiadła przy stole obok mnie.
- Następna sprawa, imprezy - powiedziała.
- Proszę cię... - zaśmiałam się ironicznie i machnęłam ręką.
- Słuchaj, ja też byłam w twoim wieku i mówiłam tak samo - uśmiechnęła się do mnie.
- Dobra, rozumiem, ale ja obiecałam sobie, że w tym roku będę ostro zakuwać, rozumiesz? I mam gdzieś te wszystkie licealne imprezy, na których się pije, pali, jara zioło i tak dalej. Nie kręci mnie to.
To nie tak, że byłam grzeczną dziewczynką, która w życiu nie piła ani nie paliła, nie o to chodzi. W Sheffield wychodziłam na imprezy, dosyć często. Piłam dosłownie troszeczkę, ale z reguły były to drinki lub piwo. Nie przepadałam za alkoholem. Papierosa zapaliłam raz w życiu, z czystej ciekawości i nigdy nie tknę tego cholerstwa, przysięgłam to sobie na wszystko.
Lucy patrzyła się na mnie jakby szukała w moich oczach innej odpowiedzi. Nie było innej.
- Niech ci będzie - stwierdziła. - Ale chcę żebyś wiedziała, że jesteś pod moją opieką, ale mimo wszystko rozumiem imprezy, wychodzenie ze znajomymi i tak dalej. Po prostu będziemy umawiały sobie godziny twojego powrotu i już. Nie będę ci robiła afer, spokojnie.
Siostra miała super podejście do mnie. Nie miałam zamiaru za bardzo imprezować w tym roku, no ale wiadomo, że jakieś wyjście gdzieś na pewno się trafi, Siedzenie w kółko w domu nie jest dobre, a po za tym nie będę mogła odcinać się od rówieśników.
- Ok - potwierdziłam zrozumienie jej słów.
- A co do chłopców to...
- Żartujesz sobie teraz już, prawda? - Zaśmiałam się, bo w tej chwili już nie wytrzymałam. - Serio chcesz ze mną o tym gadać?
- Chcę ci tylko powiedzieć, że możesz ich tutaj zapraszać. - Ich? Ona sugerowała, że ilu będę ich miała. - A wracając do sprawy, o której zaczęłaś mówić wcześniej to tak, możesz z nimi uprawiać seks, masz osiemnaście lat, nie pytaj się mnie o to. - W tamtym momencie już obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem. Nasz ostatni temat był taki dziwny, że aż śmieszny. Wiedziałam, że Lucy żartowała, ale zrobiła do tego taką poważną minę.
- Może już lepiej skończmy tą rozmowę, okej? - Powiedziałam, powstrzymując z trudem śmiech.
- Masz rację - pokręciła głową Lucy, śmiejąc się.

~*~

Moja starsza siostra przygotowała kolację. Pomogłam rozstawić jej wszystko w jadalni i dosłownie kilka minut po zastawieniu stołu, do domu wszedł Sharon. Shar był wysoki i bardzo opalony, no ale w końcu pochodził z Fleetwood, a tutaj gdzie się nie obejrzeć był dostęp do morza i plaży, na której wiele osób spędzało swój czas. Mimo, że była to Wielka Brytania i często padał deszcz, to słońca tutaj nie brakowało.
- Cześć, młoda - powiedział, wchodząc do kuchni.
- Cześć, Shar - odpowiedziałam i oboje uściskaliśmy się na powitanie.
On od zawsze nazywał mnie młoda. Przywykłam do tego.
We trójkę zasiedliśmy do kolacji. Moja pierwsza kolacja z nimi. Ciekawiło mnie to czy od teraz zawsze będziemy tak jadać, tak razem i oficjalnie. Miałam nadzieję, że nie, ponieważ to jednak trochę dziwne. Rozumiałam to, że rodzina powinna trzymać się razem, jednak takie kolacje były dla mnie czymś niepojętym. Zawsze z mamą jadałyśmy oddzielnie i o różnych porach, bo rzadko byłyśmy w domu w tym samym czasie.
- Byłaś już na plaży? - Sharon wytrącił mnie z myśli. Od kilku minut gadał coś o swojej pracy, a ja jakoś nie bardzo słuchałam.
- Dziś nie, ale mam zamiar przejść się jutro lub w niedzielę - odpowiedziałam. Już wyobrażałam sobie moje spacery po piasku, szum fal i to wszystko. Chyba będę spędzała na plaży dużo swojego wolnego czasu.
Gdy odpowiedziałam Sharonowi, on znów zajął się opowieściami z warsztatu. Interesujące.
Po kolacji zdecydowaliśmy, że ogarniemy moje rzeczy i wniesiemy je do pokoju. Sama musiałabym chodzić dużo razy, a tak, przy pomocy Sharona poszło mi znacznie szybciej. 
Zaczęliśmy wnosić pudła jedno po drugim do pokoju. Był to pokój tak zwany gościnny, jednak od tamtego dnia był zupełnie mój. Nie był duży, jego ściany były koloru jasnobeżowego. Na środku stało dwuosobowe łóżko, ale na moje oko dwojgu mogłoby być tu deczko za ciasno. Zresztą, co za różnica. Będę spała tu sama.
Kiedy wnosiłam jedno z ostatnich kartonów na górę, poczułam, że telefon w kieszeni moich spodenek wibruje. Szybko odstawiłam karton na podłogę i zerknęłam na wyświetlacz. Mike. Sama nie wiedziałam czy maiałam odebrać. Jednak w końcu się zdecydowałam i przesunęłam palcem po ekranie.
- Mike? - Powiedziałam i przełknęłam głośno ślinę. Byłam w stanie z nim rozmawiać? 
- Rose, Rosie... - powiedział, a po tym wydał jeszcze kilka jakiś dziwnych odgłosów, których w ogóle nie zrozumiałam.
- Co? Michael? - Zawołałam do słuchawki i wyszłam na balkon. Wiedziałam, że Sharon dalej nosił moje rzeczy, a wolałam rozmawiać w ciszy.
- Myślisz, że co? Że jesteś taka super, że dałaś mi kosza? Co?! - Chłopak wręcz krzyczał do telefonu, a jego język mocno się plątał.
- Ty coś piłeś? - Spytałam zdziwiona.
- Może tak, może nie... Nie twój interes, kurwa. - Tak jak przypuszczałam, jest pijany. Czy naprawdę aż tak go zraniłam? Aż do tego stopnia żeby schlać się tak mocno i przeklinać na mnie przez telefon?
- Mike, idź się połóż i prześpij, dobrze - mówiłam spokojnie i delikatnie. Byłam jednak przejęta tym co się z nim działo. A co jeśli pójdzie i sobie coś zrobi? Ludzie po pijaku robią wiele głupich rzeczy. Gdyby coś mu się stało, obwiniałabym się do końca życia.
- Jesteś taka śmieszna - odpowiedział po dłuższej chwili. - Chciałem ci tylko powiedzieć, że to wszystko to twoja wina, to w jakim teraz jestem stanie. Widzisz co miłość robi z człowiekiem! - Mike krzyczał, dosłownie. Pewnie słyszało go pół Sheffield i jedna czwarta Fleetwood. 
- Ale...
- Gówno wiesz - przerwał mi. - Nie wiesz jak ja się teraz czuję, nic nie wiesz!
Wiem, że powiedział to to bo był pijany, ale mimo wszystko to wzięłam sobie to mocno do serca.
- Dam ci radę, nigdy się nie zakochuj, to cię zgubi - usłyszałam jego śmiech. Mike dodał po chwili:
- Bo skończysz tak jak ja, wiecznie zakochany w tobie i w chuj nieszczęśliwy.
Rozłączył się.
Ta rozmowa mnie mocno zgnębiła. Przecież ja widziałam jak on się wtedy czuł. Może nie mogłam postawić się prosto w jego sytuacji, ale byłam świadoma tego, że było mu teraz źle. Jednak to nie był powód żeby się na mnie wyżyć przez telefon.
Powoli odsunęłam komórkę od ucha i włożyłam ją z powrotem do kieszeni. Wróciłam do pokoju i zobaczyłam Sharona, który stał i się mi przyglądał.
- Chłopak? - Zapytał po chwili. 
- Nie - zaprzeczyłam i sztucznie się uśmiechnęłam.
- Przyjaciel?
- Tak, to znaczy nie - powiedziałam zdenerwowana. - Sama nie wiem kto - westchnęłam. Tak, sama nie wiedziałam kim stał się dla mnie Mike po tych dzisiejszych wyczynach. Najbardziej chodziło mi o rozmowę z przed chwili. Nie powinnam wziąć tego do siebie, ale ludzie pijani chyba z reguły mówią prawdę, więc już sama nie wiedziałam...
Siadłam na łóżku i wepchnęłam wzrok w podłogę.
- Wiesz jak to jest kiedy przyjaciel powie ci, że cię kocha? - Zapytałam Sharona.
- Na szczęście nie - odpowiedział wzruszając ramionami.
- To rzeczywiście masz szczęście - stwierdziłam i wymusiłam kolejny uśmiech w jego stronę.
__________________________________________________

Cześć :) Oto pierwszy rozdział Jokera. Jak zauważyłyście, Nialla jeszcze nie było, ale jak dobrze myślę, to pojawi się już w drugim rozdziale.
Zadam takie trzy pytania, aby łatwiej się wam pisało komentarz:

1. Co sądzicie o głównej bohaterce, Rose?
2. Co myślicie o wyznaniu Michaela i o tym całym zamieszaniu między nim, a Rosie?
3. Jakie jest wasze zdanie o całym pierwszym rozdziale?

I mam takie ważne pytanie, czy wolicie żeby opowiadanie było pisane w czasie przeszłym (jak teraz) czy mam zmienić wszystko na czas teraźniejszy?

To chyba tyle ile chciałam wam na razie napisać. Czekam na wasze opinie, bo one są dla mnie bardzo ważne. Muszę wiedzieć czy komuś to się podoba, aby tworzyć dalej.

- Chcesz być stale informowana o nowych rozdziałach? Zajrzyj tu = KLIK
- Twitter opowiadania = @jokerfanfiction
- Mój Twitter = @suuunschine
- Ask, gdzie możecie pisać z bohaterami lub po prostu o coś zapytać = @joker_fanfiction
- Mój mail = x-angela@o2.pl
- Mój blog o poradach na blogspocie = http://blogowy-poradnik.blogspot.com/


                                                        PRZECZYTAŁAŚ = SKOMENTUJ! 


Do następnego xx / Angel



niedziela, 2 sierpnia 2015

Prolog


"Kiedy będziesz miała osiemnaście lat, będziesz mogła robić co tylko będziesz chciała. Możesz pracować, mieć prawo jazdy, masz swój dowód osobisty!" Czy tylko dla mnie osiemnaste urodziny nie miały tak wielkiego znaczenia? Wiem, że od ponad dwóch miesięcy mam napisane w dowodzie, że jestem pełnoletnia, ale nie czuję jakiejś wielkiej zmiany. I tak nie mogę robić tego co chcę. Wszystko muszę mówić zaraz mojej mamie i czekać aż ona mi przytaknie, że tak może być. Chociaż i tak nie mam na umyśle jakiś dziwnych i szalonych rzeczy do roboty. Myślę, że słowa "Kiedy masz osiemnaście lat to możesz robić co chcesz." są zwykłym kłamstwem, bo prawda jest taka, że mimo wszystko jeszcze przez jakiś czas, rodzice będą się wtrącać do twojego życia. Tak jak na przykład właśnie teraz w moim przypadku. Moja mama wyprowadza się do Nowego Jorku, aby od trzeciego września zacząć pracę w jakiejś wielkiej korporacji. To taki pewnego rodzaju awans, że z Sheffield nagle dostaje pracę na innym kontynencie. Prosiłam, aby zostawiła mnie samą w domu, ale w kółko odpowiadała, że nie. A powodów było masę, na przykład, że sama nie dam sobie rady, że zapuszczę dom i doprowadzę go do ruiny i tak dalej. No i oczywiście plus tego były gadki zaczynające się od słów ''A jeżeli coś się stanie?''. Także o samodzielności w wieku osiemnastu lat nie ma mowy, bynajmniej w moim przypadku. 
Mama zaproponowała mi dwa wyjścia z naszej trudnej sytuacji: wyjazd z nią do Nowego Jorku lub przeprowadzka do mojej starszej siostry, Lucy. Gdy byłyśmy małe to średnio się dogadywałyśmy, ale z biegiem lat wydojrzałyśmy i cieszę się, że między nami jest okej. Lucy mieszka prawie trzy godziny drogi od Sheffield, bo aż w Fleetwood. To miasto, które leży prawie w Morzu Irlandzkim, dosłownie. Jest tam całkiem ładnie. Najbardziej w pamięć zapadła mi plaża, która znajduje się jakieś dwie minuty od posiadłości siostry. Z niektórych okien w jej domu nawet widać morze. 
Lucy wyprowadziła się od nas gdy miała dziewiętnaście lat, ponieważ poszła na studia do Fleetwood. Od zawsze bardzo dobrze się uczyła i dostawała comiesięczne stypendia gdy zaczęła studia. To wystarczało jej na mieszkanie, naukę i inne wydatki. Moim zdaniem z taką wiedzą mogła się starać o studia nawet w Londynie czy Manchesterze, ale nie, bo w Fleetwood mieszkał jej chłopak. Była z nim odkąd skończyła siedemnaście lat i bardzo się upierała, aby studiować tam gdzie on mieszka. Nikomu nie podobała się ta decyzja, ale Lucy zrobiła jak chciała i chyba nie wyszła na tym źle. Ma teraz dobrą pracę, jest nauczycielką angielskiego, tak jak zawsze chciała. I nadal jest ze swoim chłopakiem, Sharonem. Ostatnio się jej oświadczył, ale sami jeszcze nie wiedzą kiedy ślub, ponieważ chcą, aby ich dziecko najpierw przyszło na świat. Tak, Lucy jest w ciąży, a termin ma jakoś na wrzesień lub październik, więc już niedługo. Lubię małe dzieci i cieszę się, że będę mogła mieszkać z dzieckiem, dla którego będę najbliższą ciocią. To musi być cudowne uczucie. Tak w ogóle to podziwiam Sharona i Lucy. Ich miłość przetrwała już tyle lat. Nawet nie sądziłam, że można mieć kogoś takiego i kochać go aż tak mocno. Nigdy nie miałam wzorca miłości, a powinni być nim moi rodzice. Starsza siostra opowiadała mi, że gdy miałam rok, to mój tata po prostu zostawił naszą rodzinę i już nigdy nie wrócił. Zostało mi po nim tylko nazwisko, Haistings. Mama została przy nazwisku swojego pierwszego męża, czyli ojca Lucy, który zginą w ''niby'' wypadku samochodowym, kiedy moja siostra miała pięć lat. Jego wypadek wyglądał tak, że on spłonął w swoim samochodzie. Policja przez lata nie mogła doszukać się u nikogo winy, a więc nie wiadomo czy było to samobójstwo czy zabójstwo. Jednym słowem, jego śmierć była na pewno straszna. Jednakże bardzo zazdroszczę siostrze, że ma już swojego narzeczonego, ciekawe kiedy ja będę miała swojego... Podjęłam decyzję, że w tym roku nie oglądam się za chłopakami, ponieważ po pierwsze, gdy już stąd wyjadę to nie chcę żadnych związków na odległość, nie będę nikomu utrudniała życia tym, że ma za mną tęsknić, a później oszukiwać, że nikogo sobie tutaj nie znalazł i między nami nadal jest dobrze, a po drugie to kończę liceum i moje egzaminy w maju muszą być perfekcyjne, ponieważ chcę na przyszły rok wyjechać do mamy i zacząć studia w Nowym Jorku.
Ale tak czy inaczej to sama nie wiem czy jestem zadowolona z tego, że będę mieszkać z siostrą. Jest dużo za i przeciw. Za są takie, że z Lucy będę miała większy luz i swobodę, bo nie będzie się zachowywała tak panicznie jak mama w niektórych sytuacjach. A przeciw są takie, że jestem bardzo przywiązana do mojej matki. W końcu jestem przy niej osiemnaście lat. Ona zawsze mnie wspierała i była ze mną w ciężkich chwilach. Dużo jej zawdzięczam. Jest moją najlepszą przyjaciółką, tak samo jak Michael. Chyba jego będzie mi zostawić najtrudniej. Poznaliśmy się w gimnazjum i od tamtej pory się przyjaźnimy. Mike jest ode mnie starszy o rok i już studiuje, dlatego w ostatnim czasie widujemy się znacznie rzadziej. Przykro mi, że go tutaj zostawiam, ale myślę, że będziemy się czasami spotykać. Szkoda mi również zostawić moich znajomych. Mieszkam w Sheffield od urodzenia i poznałam tutaj aż tylu ludzi. To dziwne uczucie nagle stąd wyjeżdżać i mieć świadomość tego, że już nigdy się tutaj nie wróci.
Mam nadzieję, że u Lucy będzie fajnie, bo będę u niej dziesięć miesięcy i nie chcę kłótni ani złości. Myślę, że będziemy się fajnie dogadywać razem oraz, że nie będę przeszkadzała Sharonowi ani jej nowemu dziecku. A z mamą najszybciej zobaczę się dopiero na święta lub w ferie zimowe.

___________________________________________________________


Cześć :) Oto prolog. Napisałam go dawno, ale czekałam na szablon, ponieważ chciałam żeby już był gdy zaczniecie czytać. Ogólnie to prolog jest taką okrojoną historią z życia Rose. Mam nadzieję, że bohaterka was zaciekawiła i chcecie zobaczyć co będzie u niej dalej :)

 Proszę was o komentarze, bo chcę wiedzieć jak dałam sobie radę z napisaniem tego. Skomentujcie również zwiastun i szablon, ponieważ jestem bardzo ciekawa waszego zdania :)


~ Zwiastun wykonała Banshee z Bajkowych Zwiastunów Dziękuję bardzo xx
~ Szablon wykonała Kornelia z Graphic Poison  I również dziękuję bardzo xx



Pierwszy rozdział przewiduję za w środę lub czwartek xx To tyle. / Angel

sobota, 25 lipca 2015

Początek :)

Hej :) Jestem Angela, ale na blogspocie używam ksywki Angel. Niektórzy z was pewnie kojarzą mnie z bloga Forget czy może Skewer albo z twittera @suuunschine, ale to nie istotne.
Cieszę, że postanowiłyście przeczytać tę notkę (i być może przyszłe rozdziały). Znaczy to dla mnie bardzo dużo, ponieważ kocham pisać opowiadania, a jeśli mam dla kogo pisać to odczuwam jeszcze większą miłość do tego co robię. Nie ukrywam, ale zależy mi na waszych komentarzach, w których wyrażać będziecie swoje opinie na temat tego co tworzę :)

A teraz kilka znaczących faktów na temat opowiadania:

  • Opowiadanie będzie nosiło tytuł ''Joker''. Wyjaśnienie tytułu będzie na pewno, w którymś z rozdziałów. 
  • ''Joker'' to przerobiona, odnowiona i bardziej urozmaicona wersja mojego opowiadania Skewer. Postanowiłam przenieść je na nowego bloga, bo chciałam to zacząć porządnie i od nowa. Mam wiele nowych pomysłów, które chcę tutaj wpleść. Chcę sprawić aby opowiadanie było nieco bardziej logiczne niż Skewer. Tutaj będzie trochę nowych bohaterów, scen oraz wątków.
  • Na czas akcji opowiadania ustaliłam rok 2014, a dokładniej końcówkę sierpnia.
  • Rodzaj opowiadania to dramat, romans, fanfiction.
  • Głowni bohaterowie to Rose Haistings (oryginalnie Lucy Hale) oraz Niall Horan
  • Wszystkie miejsca, imiona, nazwiska, adresy, daty, szkoły oraz wiele innych rzeczy zostały po prostu zmyślone przeze mnie.
  • W opowiadaniu pojawią się wulgaryzmy, ale myślę, że to raczej nie wpłynie na to, czy będziecie czytać czy nie :)
  • Nie wiem czy będą sceny erotyczne. Nie jestem na razie w stanie tego potwierdzić ani zaprzeczyć. Nigdy nie pisałam takich scen i sama nie wiem...
  • Oficjalne otwarcie bloga nastąpi jakoś na początku sierpnia (ponieważ czekam na szablon oraz zwiastun). O wszystkim będę informowała bieżąco na @jokerfanfiction
Zapraszam do zapoznania się z zakładkami bloga i czekania na otwarcie :)
_________________________________________________________

- Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, wejdź tu ---> KLIK
- Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkimi informacjami, wejdź tu ---> KLIK
- Jeśli chcesz więcej informacji o mnie, kontakt itp, wejdź tu ---> KLIK



Angel