środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 1 - Kocham cię, Rosie

PRZECZYTASZ = SKOMENTUJ!

- Rosie, musimy zaraz jechać! - Usłyszałam jak woła mnie mama.
- Już kończę! - Odkrzyknęłam i kończyłam pakować ostatni karton.
W moim pokoju pozostały już tylko meble i łóżko. Może następni właściciele zrobią z tego użytek? Lub wyrzucą... Ale co mi będzie do tego. Resztę rzeczy już spakowałam. Wstałam z podłogi i chwyciłam karton oburącz. Łokciem otwarłam drzwi od pomieszczenia i wyszłam na dwór. Wpakowałam karton do bagażnika, gdzie znajdowała się już reszta moich rzeczy i wróciłam do domu. W kuchni, salonie i na korytarzu nadal panował chaos z rzeczami mamy, których również było bardzo dużo.
- Gotowa? - Spytała mama.
- Tak, chyba tak - odpowiedziałam niepewnie. To trochę przygnębiające, że już nigdy tu nie wrócę. Kiedyś myślałam, że to moje miejsce na ziemi, że zawsze tutaj będę, jednak wszystko się zmieniło, bo mama dostała pracę aż na innym kontynencie. Była aż takim wspaniałym pracownikiem, że zasłużyła na ten awans? Owszem, starała się, zawsze. Chciała zrobić z nas normalną rodzinę i często aż zatracała się w pracy. Robiła dla nas bardzo dużo, ale to nie dziwne, bo przecież jesteśmy same od kilkunastu lat. Do dzisiaj nie wiem dlaczego tata nas zostawił. Nie kochał mnie? Nie kochał mamy? Pokochał kogoś innego bardziej? Nie wiem i pewnie nigdy nie uzyskam odpowiedzi na te nurtujące mnie pytania. Nawet nie chcę go poznawać. Pokazał mi już jakim okropnym człowiekiem jest.
- Możemy jechać? - Z rozmyślań wyrwał mnie głos matki.
- Przepraszam, co mówiłaś?
- Czy możemy jechać - uśmiechnęła się. Kiwnęłam głową i obydwie ruszyłyśmy z domu na podwórko. Mama zamknęła dokładnie drzwi frontowe, a ja w tym czasie wsiadłam do naszej srebrnej Skody. Chwilę później już ruszyłyśmy w drogę.
- Pożegnałaś się z Michaelem? - Zapytała, gdy próbowałyśmy wyjechać z naszej ulicy, która była dosyć zawiła i długa.
- Tak, już wczoraj - odpowiedziałam.
Kiedy wczoraj żegnałam się z Mikem to po prostu zaczęłam płakać. Będziemy od siebie daleko. A przyjaźń na odległość jest tak samo trudna jak miłość na odległość. W sumie przyjaźń to jedno ze stadiów miłości. Ja też kocham Michaela w pewien sposób i ma nadzieję, że on takim samym uczuciem darzy mnie.
- Rosie, - mama znów wytrąciła mnie z myśli. - Czy to czasami nie Mike? - Wskazała palcem na chodnik, po którym biegł mój przyjaciel. Co on wyprawiał?
- To on - powiedziałam zdziwiona i zaczęłam trzepać się po fotelu pasażera. - Zatrzymaj się - mama na moje polecenie zatrzymała samochód. Wysiadłam z niego z impetem i powiedziałam do Michaela:
- Mike, co ty robisz?
W końcu zdyszany chłopak dobiegł do mnie. Jego jasno-brązowe włosy były mocno roztrzepane, a umięśniona klatka piersiowa poruszała się w zatrważającym tempie.
- Wczoraj wieczorem zapomniałem powiedzieć ci coś bardzo ważnego - wybełkotał, ledwo łapiąc oddech. Przełknęłam głośno ślinę, bo domyślałam się o co może chodzić.
- Co? - Spytałam, przypominając sobie te wszystkie obejrzane romansidła, kiedy to przyjaciel wyznaje miłość swojej przyjaciółce. Proszę, żeby to nie było to...
- Chciałem ci powiedzieć to już dawno, - w myślach błagałam, aby to nie było to o czym myślałam. Mike chwycił moje obie ręce i gładził je swoimi palcami. - Kocham cię, Rosie - poczułam jego zimne i zmęczone usta na swoich. Czy on właśnie powiedział to czego ja nie chciałam? Nie wierzyłam, że zniszczył naszą przyjaźń, a do tego właśnie mnie całował! Michael przywarł swoim ciałem do mnie, a ja opadłam na boczne drzwi pasażera w samochodzie. Ciekawe co myślała sobie mama o tej całej sytuacji, którą na pewno bacznie obserwowała.
Oczywiście nie odwzajemniłam pocałunku przyjaciela, nie chciałam. Kochałam go, ale jak... brata i nie chciałam żadnego związku. Chciałam przyjaźni, prawdziwej przyjaźni. Było mi tak cholernie przykro, że on to wszystko zepsuł.
Nagle jego usta odkleiły się od moich. Chyba w końcu poczuł, że nie chcę tego. Zauważyłam, że bardzo się speszył. W sumie ja też jakoś dziwnie się poczułam. Jeszcze nigdy nie było mi tak nieswojo przy Michaelu jak właśnie w tamtej chwili.
Chłopak odchrząknął i odsunął się kawałek ode mnie. Cholera, ale dziwna sytuacja.
- Mike, ja...
- Okej, rozumiem - przerwał mi. Wadził ręce do kieszeni swoich jeansów i zagubionym spojrzeniem wędrował po swoich butach.
- Nie spodziewałam się, że mi to powiesz po prostu - wymamrotałam pod nosem. - Nie byłam na to gotowa.
Zerknął na mnie i powiedział:
- Mogłem to chyba bardziej przemyśleć - zaśmiał się z ironią. - Byłem głupi, myśląc, że czujesz to samo.
- Nie mów tak - nakazałam.
- Ale to prawda, Rose - powiedział do mnie ''Rose'', a nie ''Rosie'', znaczyło to, że był na mnie zły. - Przepraszam, po prostu chciałem ci to powiedzieć już od roku, ale nie potrafiłem. Sądziłem, że pora kiedy się wyprowadzasz jest idealna.
- A co w niej takiego idealnego? - Nie rozumiałam o co mu chodziło. - Przecież nawet jeśli odwzajemniałabym twoje uczucia to i tak musiałabym wyjechać.
- Wiem, - odpowiedział - ale w tej sytuacji nie miałem nic do stracenia, dlatego to powiedziałem.
Nic do stracenia? A gdybym powiedziała mu, że go kocham, to co? Jednak straciłby mnie. Nie wiedziałam co mu odwaliło, naprawdę.
- Czyli mam rozumieć, że mnie nie... Emm, nie czujesz tego, tak? - Wydusił z trudem te słowa.
- Przepraszam, Mike - spuściłam głowę. Nie chciałam go zranić, po prostu powiedziałam to co czułam. - Muszę już jechać - poinformowałam go po chwili, bo miałam już dosyć tej niekomfortowej sytuacji.
- Nie wierzę, że to zrobiłem, kurwa - powiedział wściekły, ignorując to co właśnie mu zakomunikowałam. - Zniszczyłem wszystko - mówił dalej.
- Naprawdę muszę jechać - powtórzyłam po raz drugi. - Do widzenia, Mike.
- Do zobaczenia, Rosie - odpowiedział. Widziałam, że jest zły i smutny na raz, ale co miałam zrobić?
Wsiadłam do samochodu bez słowa i zapięłam pasy. Chłopak odsunął się od auta i zszedł na chodnik. Mama ruszyła pojazdem, a ja zerknęłam w boczne lusterko i obserwowałam jak Michael zostaje sam na środku drogi.
Można powiedzieć, że złamałam mu serce? Tak, chyba to jest słynne złamanie serca. Nie chciałam mu tego robić, przysięgam. Chciałam żeby był szczęśliwy, ale z inną dziewczyną. Ja po prostu nic do niego nie czułam. Jego słowa mocno we mnie uderzyły, on powiedział ''Kocham cię''. To taka hmm...  mocna wypowiedź. Tego nie czuje się co chwilę i do byle kogo. To uczucie, którym można obdarzyć tylko wyjątkową osobę. Czy ja byłam dla niego tym kimś wyjątkowym? Powiem szczerze, że zakochałam się raz w życiu, było to jak zaczynałam liceum. Tam poznałam Scotta Lightona. Był mega przystojny, a do tego taki wysportowany. Mój pierwszy, prawdziwy chłopak. Niestety, nasz związek nie przetrwał nawet do drugiej klasy, ponieważ oboje stwierdziliśmy, że jesteśmy zupełnie różni. Jednym słowem, nie pasowaliśmy do siebie, w ogóle. Dla niego liczył się praktycznie tylko sport i nic po za tym, a plus tego był mocno zazdrosny o Michaela. Rozstaliśmy się w spokoju i jesteśmy znajomymi... chyba. Nie gadamy za często, nie widujemy się, nie piszemy, ale czasami mówimy sobie ''cześć''. To jednak dziwna relacja.
- Michael mnie zszokował - zaczęła mama. Wiedziałam, że w końcu zacznie mówić o tej sytuacji, ale nie sądziłam, że wytrzyma w ciszy tyle czasu. Odezwała się dopiero po upływie około piętnastu minut.
- Chyba nie tak bardzo jak mnie - odpowiedziałam i spojrzałam na nią.
- Nie zauważyłaś przez ostatni rok, że on coś do ciebie czuje? - Zapytała. Nie mogę... Ona chyba słyszała wszystko co mówiliśmy, bo nawet wiedziała, że Mike zbierał się rok do wyznania. Zawsze musi wszystko usłyszeć.
- Nie - odpowiedziałam po krótkim namyśle. - Zachowywał się jak zawsze.
-  Ale powiem ci, że ta sytuacja była taka urocza - uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie. Nie rozumiałam jak można prowadzić samochód i patrzeć się na kogoś obok. To nie jest ryzykowne?
- Mamo, prowadzisz - upomniałam ją. Z natury jestem zawsze ostrożna i dbam o bezpieczeństwo innych. Już każdy się do mnie przyzwyczaił. Mama znów się uśmiechnęła, ale przeniosła wzrok tym razem przed siebie i wyprzedziła zaraz jakieś bordowe Volvo.
- Ale sama powiedz, że sytuacja była jak z filmu - dalej kontynuowała temat.
- To muszę ci przyznać - powiedziałam. - Chciałabym kiedyś mieć takie wyznanie, ale od osoby, do której też będę czuła to samo. Kocham Mike, ale jako przyjaciela i nic więcej.
- Nie przejmuj się, kochanie. Myślę, że znajdziesz sobie w końcu kogoś, może nawet w Fleetwood.
- O nie, nie nie - pokręciłam głową na propozycję mamy. - Żadnych chłopaków w tym roku. Teraz liczy się tylko nauka.
- Twoja siostra też tak mówiła gdy szła do liceum - wspomniała mama. - Mam nadzieję, że tobie nic nie uderzy do głowy i nagle nie będziesz chciała studiować w Fleetwood, tylko przyjedziesz do mnie.
- Żaden chłopak mnie tam nie zatrzyma, obiecuję ci to - powiedziałam pełna przekonania.

~*~

- Jesteśmy - zakomunikowała mama, a ja spojrzałam przez szybę i starałam sobie przypomnieć coś z ostatniej wizyty tutaj. Niestety, nie bardzo pamiętałam ulice i drogi. Najbardziej w pamięć zapadła mi plaża i taka skała, którą kiedyś znalazłam. Była do połowy wyciągnięta na uboczu plaży, a do połowy znajdowała się w wodzie. Fale zawsze mocno o nią uderzały, ale skała na samej górze była sucha. Lubiłam tam czasami przychodzić po tym jak znalazłam to miejsce. Będę musiała kiedyś jej poszukać. 
Po następnych piętnastu minutach byłyśmy już  na ulicy, na której mieszkała Lucy. Bezpośredni dojazd do jej domu zajął nam kolejne pięć minut. Kiedy mama zaparkowała przed domem, już poczułam zapach morza i usłyszałam skrzekot mew. Uwielbiałam to miejsce, ale bywałyśmy tu dosyć rzadko, tym bardziej latem. To we względu na pracę mamy, Sharona i Lucy.
- Zostawmy na razie twoje rzeczy i chodźmy się przywitać - zaproponowała mama, a ja jej przytaknęłam i obie wysiadłyśmy z samochodu.
Otwarłam niską, metalową furtkę i chodnikiem skierowałam się do domu. Wcisnęłam przycisk dzwonka i po chwili w drzwiach zjawiła się osoba, która w kilkunastu procentach była podobna do mnie. Brązowe, proste włosy, pociągła twarz, wysokość licząca zaledwie sto sześćdziesiąt centymetrów.
- Cześć - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Lucy odpowiedziała tym samym i uścisnęła mnie na przywitanie. Następnie przywitała się z mamą.
- Chodźcie - zaprosiła nas do środka. Kiedy weszłyśmy, już przypomniałam sobie powoli jak wszystko u niej wyglądało. Ten sam długi korytarz w odcieniach beżu, po lewo kuchnia, po prawo salon, dalej łazienka i przejście z kuchni do jadalni. Wprost od drzwi ogromne schody prowadzące na górę. Wszystko było urządzone miło i przytulnie.
- Zapraszam do salonu, pójdę zrobić kawę - powiedziała, wskazując ręką na przejście do pokoju dziennego.
Rany, od mojego ostatniego przyjazdu tu przytyła z około... może dwadzieścia kilo! No może trochę przesadziłam, ale mocno było widać, że jest w ciąży. W końcu to już chyba ósmy miesiąc. Chyba jej zazdrościłam tego, że będzie miała w domu takie maleństwo. 
Zajmujemy z mamą miejsca na kanapie, a ja rozglądam się dookoła. Salon utrzymywany był w przewadze brązu i czerwieni. Na ścianie wisiał telewizor. Po mojej prawej znajdowało się okno, przez które widać było ulicę. Przy pozostałych ścianach stała kanapa i meble. Przed kanapą znajdowała się mała, szklana ława. Nadawała się na kawę i ciasto co najwyżej.
Lucy wróciła z kawą i rozstawiła po ławie, po czym sama zajęła miejsce obok nas.
- Jak tam mały? - Zapytała mama i łyżeczką zamieszała kawę.
- Nie wiadomo czy to on, może ona - zaśmiała się siostra i złapała za duży brzuszek.
- Przecież płeć dziecka powinniście już znać - podpowiadam. Chciałam błysnąć moją znajomością z lekcji biologii.
- Sharon powiedział, że chce niespodziankę.
To urocze ze strony Shara. Sama nie wiedziałam czy chciałabym znać płeć swojego dziecka, o ile w ogóle kiedyś bym je miała. Ale to musi być super niespodzianka kiedy nagle rodzi ci się dziecko i dopiero po chwili lekarze mówią czy to chłopiec czy jednak dziewczynka. 
- Właśnie, a gdzie Sharon? - Mama zadała kolejne pytanie. Też byłam tego ciekawa.
- Jeszcze w pracy. Od roku prowadzi swój warsztat i czasami po prostu tonie w tej motoryzacji - Lucy upiła łyk jakiegoś napoju, na pewno to nie była kawa, może herbata.
Pamiętam jak rok temu Shar zabrał mnie do tego swojego zakładu. Podawałam mu niektóre narzędzia i tak dalej. Byliśmy tam chyba z godzinę, a ja świetnie się bawiłam. Nie wiedziałam nawet, że w samochodach może być tyle zabawy. Nauczyłam się tak wielu rzeczy, a mimo to prawa jazdy nadal nie posiadałam.
Wtedy w warsztacie z Sharonem poczułam się jak taka prawdziwa i bardzo bliska rodzina do niego, jakby on był moim bratem albo i nawet tatą. Córki pewnie mimo wieku zawsze dogadują się dobrze z ojcami i spędzają razem dużo czasu. To musi być fajne uczucie. Niestety, mi brakowało ojca. Czasami nawet bardzo.
Mama z Lucy były pogrążone rozmową. Stwierdziłam, że nic tu po mnie i powiedziałam:
- Pójdę pownosić swoje rzeczy. - Siostra z mamą pokiwały głowami, a ja wstałam i wyszłam na ulicę. Było ciepło. Jeszcze cieplej niż kiedy przyjechałyśmy. Zerknęłam na telefon, była już piętnasta. Zobaczyłam, że miałam trzy nieodebrane wiadomości i wszystkie od Mike'a:
*Przepraszam, że zniszczyłem naszą przyjaźń.*
*Nie chciałem tego robić, naprawdę.*
*Rosie, proszę cię.*
Miałam ochotę do niego zadzwonić, ale zrezygnowałam. Chyba jednak nie chciałam teraz z nim gadać. Dziwnie bym się czuła. Mogliśmy się nadal przyjaźnić, ale już nic nie byłoby takie jak kiedyś.
Otwarłam bagażnik i zaczęłam po kolei wyjmować kartony z rzeczami oraz torby i walizki. Było tego dosyć sporo, ale uporałam się z przenoszeniem tego do domu w kilkanaście minut. Następnie znów wróciłam do siostry i mamy.
Wchodząc do salonu, zauważyłam, że mama już wypiła kawę. To znaczyło, że zaraz pojedzie.
- Będę się zbierać - zakomunikowała i wstała z kanapy. I co? To już? Właśnie się żegnamy?
Podeszła do mnie i mocno przytuliła co od razu odwzajemniłam. - Trzymaj się, Rosie. Słuchaj się Lucy i Sharona, pomagaj im. Będę do ciebie dzwoniła na tyle ile będzie to możliwe - przytulałam mamę najmocniej jak tylko potrafiłam, jakby to był nasz ostatni uścisk w życiu. Wiem, że zobaczymy się dopiero w grudniu lub później.
Gdy mama odeszła ode mnie, pożegnała się z Lucy, a później poszłyśmy ją wyprowadzić na zewnątrz.
- Trzymaj się i uważaj tam na siebie - powiedziała przejęta Lucy. Ja może i wyglądałam na niezbyt zainteresowaną tym wyjazdem mamy, ale wewnątrz dosłownie płakałam.
- Wy tutaj też dbajcie o siebie nawzajem i o nowego członka rodziny - mama uśmiechnęła się ze łzami w oczach i wsiadłam do swojego auta.
- Cześć, kocham cię - powiedziałam do niej na koniec.
- Ja was też - odpowiedziała i odpaliła samochód. - Napiszę do was już jak wyląduję - dodała na koniec i pomachała nam, a my odpowiedziałyśmy tym samym gestem.
I zaczęło się. Mamy już ze mną nie było Już za niecałą dobę będzie tysiące kilometrów ode mnie. Teraz już sama nie wiedziałam czy dziwne uczucie przepełniające mnie od środka spowodowane jest wyjazdem mamy czy słowami Michaela.
- Chodź do domu - rzekła Lucy i obje weszłyśmy do środka. - Musimy porozmawiać, młoda. - Lucy zawsze mówiła na mnie ''młoda'', ale zaczął to Sharon. W porównaniu do niego to jestem naprawdę młoda, w końcu różni nas prawie dziesięć lat.
- A o czym? - Nie ukrywałam, ale byłam trochę wystraszona tym jak powiedziała, że musi ze mną pogadać. Czyżbym już coś zdążyła nabroić?
- Ogólnie - uśmiechnęła się i poszła do kuchni. Ruszyłam za nią. Siostra zaczęła wyjmować różne rzeczy z szafek i lodówki co wskazywało na to, że robiła kolacje.
Zajęłam miejsce na wysokim taborecie obok niewielkiego stołu.
- To mów o co chodzi - popędziłam ją.
- Po prostu ustalmy kilka zasad, Rose - powiedziała, zaczynając kroić warzywa. Zapewne były one potrzebne do potrawy, którą chciała zrobić. - Jesteś już zapisana do Fleetwood High School. Masz kupione wszystkie potrzebne podręczniki, które leżą w twoim pokoju. - Fleetwood High School? Niech zgadnę, Lucy tam pracuję... - Zaczynasz w poniedziałek od ósmej, przystanek jest za rogiem, obok takiego sklepu gdzie zawsze chodzimy, pamiętasz? - Kiwnęłam głową. - Więc właśnie stamtąd będziesz odjeżdżała do szkoły o 7:37, codziennie. - Już ogarnęła dla mnie nawet autobus? Wow. - Jeśli chodzi o powroty ze szkoły to godziny zajęć są różne. Czasami zabierać cię ze szkoły może Sharon, ale autobusów jest tu dużo, więc zdążymy się jeszcze zorientować co i jak. - Lucy właśnie przekazywała mi tyle informacji, że moja głowa ledwo to pojmowała. - Plan lekcji też masz w pokoju. A właśnie, co do pokoju to mama zostawiła ci trochę pieniędzy, tak jak wcześniej mówiła i jutro trzeba będzie pojechać do jakiegoś sklepu i wybrać meble, bo w pokoju stoi tylko łóżko jak na razie - uśmiechnęła się.
- Lubię kupować takie rzeczy - również się uśmiechnęłam.
- Pamiętasz pokój gościnny? - Zapytała. - To od teraz twój pokój.
Cieszyłam się, że dostałam właśnie ten. Miał balkon, z którego widać morze, to naprawdę świetny widok. Gdy bywałam tutaj kiedyś, to wstawanie rano i wgapianie się w plaże było moim porannym uzależnieniem.
Lucy wrzuciła pokrojone warzywa do gotującej wody i przykryła garnek pokrywką, a następnie usiadła przy stole obok mnie.
- Następna sprawa, imprezy - powiedziała.
- Proszę cię... - zaśmiałam się ironicznie i machnęłam ręką.
- Słuchaj, ja też byłam w twoim wieku i mówiłam tak samo - uśmiechnęła się do mnie.
- Dobra, rozumiem, ale ja obiecałam sobie, że w tym roku będę ostro zakuwać, rozumiesz? I mam gdzieś te wszystkie licealne imprezy, na których się pije, pali, jara zioło i tak dalej. Nie kręci mnie to.
To nie tak, że byłam grzeczną dziewczynką, która w życiu nie piła ani nie paliła, nie o to chodzi. W Sheffield wychodziłam na imprezy, dosyć często. Piłam dosłownie troszeczkę, ale z reguły były to drinki lub piwo. Nie przepadałam za alkoholem. Papierosa zapaliłam raz w życiu, z czystej ciekawości i nigdy nie tknę tego cholerstwa, przysięgłam to sobie na wszystko.
Lucy patrzyła się na mnie jakby szukała w moich oczach innej odpowiedzi. Nie było innej.
- Niech ci będzie - stwierdziła. - Ale chcę żebyś wiedziała, że jesteś pod moją opieką, ale mimo wszystko rozumiem imprezy, wychodzenie ze znajomymi i tak dalej. Po prostu będziemy umawiały sobie godziny twojego powrotu i już. Nie będę ci robiła afer, spokojnie.
Siostra miała super podejście do mnie. Nie miałam zamiaru za bardzo imprezować w tym roku, no ale wiadomo, że jakieś wyjście gdzieś na pewno się trafi, Siedzenie w kółko w domu nie jest dobre, a po za tym nie będę mogła odcinać się od rówieśników.
- Ok - potwierdziłam zrozumienie jej słów.
- A co do chłopców to...
- Żartujesz sobie teraz już, prawda? - Zaśmiałam się, bo w tej chwili już nie wytrzymałam. - Serio chcesz ze mną o tym gadać?
- Chcę ci tylko powiedzieć, że możesz ich tutaj zapraszać. - Ich? Ona sugerowała, że ilu będę ich miała. - A wracając do sprawy, o której zaczęłaś mówić wcześniej to tak, możesz z nimi uprawiać seks, masz osiemnaście lat, nie pytaj się mnie o to. - W tamtym momencie już obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem. Nasz ostatni temat był taki dziwny, że aż śmieszny. Wiedziałam, że Lucy żartowała, ale zrobiła do tego taką poważną minę.
- Może już lepiej skończmy tą rozmowę, okej? - Powiedziałam, powstrzymując z trudem śmiech.
- Masz rację - pokręciła głową Lucy, śmiejąc się.

~*~

Moja starsza siostra przygotowała kolację. Pomogłam rozstawić jej wszystko w jadalni i dosłownie kilka minut po zastawieniu stołu, do domu wszedł Sharon. Shar był wysoki i bardzo opalony, no ale w końcu pochodził z Fleetwood, a tutaj gdzie się nie obejrzeć był dostęp do morza i plaży, na której wiele osób spędzało swój czas. Mimo, że była to Wielka Brytania i często padał deszcz, to słońca tutaj nie brakowało.
- Cześć, młoda - powiedział, wchodząc do kuchni.
- Cześć, Shar - odpowiedziałam i oboje uściskaliśmy się na powitanie.
On od zawsze nazywał mnie młoda. Przywykłam do tego.
We trójkę zasiedliśmy do kolacji. Moja pierwsza kolacja z nimi. Ciekawiło mnie to czy od teraz zawsze będziemy tak jadać, tak razem i oficjalnie. Miałam nadzieję, że nie, ponieważ to jednak trochę dziwne. Rozumiałam to, że rodzina powinna trzymać się razem, jednak takie kolacje były dla mnie czymś niepojętym. Zawsze z mamą jadałyśmy oddzielnie i o różnych porach, bo rzadko byłyśmy w domu w tym samym czasie.
- Byłaś już na plaży? - Sharon wytrącił mnie z myśli. Od kilku minut gadał coś o swojej pracy, a ja jakoś nie bardzo słuchałam.
- Dziś nie, ale mam zamiar przejść się jutro lub w niedzielę - odpowiedziałam. Już wyobrażałam sobie moje spacery po piasku, szum fal i to wszystko. Chyba będę spędzała na plaży dużo swojego wolnego czasu.
Gdy odpowiedziałam Sharonowi, on znów zajął się opowieściami z warsztatu. Interesujące.
Po kolacji zdecydowaliśmy, że ogarniemy moje rzeczy i wniesiemy je do pokoju. Sama musiałabym chodzić dużo razy, a tak, przy pomocy Sharona poszło mi znacznie szybciej. 
Zaczęliśmy wnosić pudła jedno po drugim do pokoju. Był to pokój tak zwany gościnny, jednak od tamtego dnia był zupełnie mój. Nie był duży, jego ściany były koloru jasnobeżowego. Na środku stało dwuosobowe łóżko, ale na moje oko dwojgu mogłoby być tu deczko za ciasno. Zresztą, co za różnica. Będę spała tu sama.
Kiedy wnosiłam jedno z ostatnich kartonów na górę, poczułam, że telefon w kieszeni moich spodenek wibruje. Szybko odstawiłam karton na podłogę i zerknęłam na wyświetlacz. Mike. Sama nie wiedziałam czy maiałam odebrać. Jednak w końcu się zdecydowałam i przesunęłam palcem po ekranie.
- Mike? - Powiedziałam i przełknęłam głośno ślinę. Byłam w stanie z nim rozmawiać? 
- Rose, Rosie... - powiedział, a po tym wydał jeszcze kilka jakiś dziwnych odgłosów, których w ogóle nie zrozumiałam.
- Co? Michael? - Zawołałam do słuchawki i wyszłam na balkon. Wiedziałam, że Sharon dalej nosił moje rzeczy, a wolałam rozmawiać w ciszy.
- Myślisz, że co? Że jesteś taka super, że dałaś mi kosza? Co?! - Chłopak wręcz krzyczał do telefonu, a jego język mocno się plątał.
- Ty coś piłeś? - Spytałam zdziwiona.
- Może tak, może nie... Nie twój interes, kurwa. - Tak jak przypuszczałam, jest pijany. Czy naprawdę aż tak go zraniłam? Aż do tego stopnia żeby schlać się tak mocno i przeklinać na mnie przez telefon?
- Mike, idź się połóż i prześpij, dobrze - mówiłam spokojnie i delikatnie. Byłam jednak przejęta tym co się z nim działo. A co jeśli pójdzie i sobie coś zrobi? Ludzie po pijaku robią wiele głupich rzeczy. Gdyby coś mu się stało, obwiniałabym się do końca życia.
- Jesteś taka śmieszna - odpowiedział po dłuższej chwili. - Chciałem ci tylko powiedzieć, że to wszystko to twoja wina, to w jakim teraz jestem stanie. Widzisz co miłość robi z człowiekiem! - Mike krzyczał, dosłownie. Pewnie słyszało go pół Sheffield i jedna czwarta Fleetwood. 
- Ale...
- Gówno wiesz - przerwał mi. - Nie wiesz jak ja się teraz czuję, nic nie wiesz!
Wiem, że powiedział to to bo był pijany, ale mimo wszystko to wzięłam sobie to mocno do serca.
- Dam ci radę, nigdy się nie zakochuj, to cię zgubi - usłyszałam jego śmiech. Mike dodał po chwili:
- Bo skończysz tak jak ja, wiecznie zakochany w tobie i w chuj nieszczęśliwy.
Rozłączył się.
Ta rozmowa mnie mocno zgnębiła. Przecież ja widziałam jak on się wtedy czuł. Może nie mogłam postawić się prosto w jego sytuacji, ale byłam świadoma tego, że było mu teraz źle. Jednak to nie był powód żeby się na mnie wyżyć przez telefon.
Powoli odsunęłam komórkę od ucha i włożyłam ją z powrotem do kieszeni. Wróciłam do pokoju i zobaczyłam Sharona, który stał i się mi przyglądał.
- Chłopak? - Zapytał po chwili. 
- Nie - zaprzeczyłam i sztucznie się uśmiechnęłam.
- Przyjaciel?
- Tak, to znaczy nie - powiedziałam zdenerwowana. - Sama nie wiem kto - westchnęłam. Tak, sama nie wiedziałam kim stał się dla mnie Mike po tych dzisiejszych wyczynach. Najbardziej chodziło mi o rozmowę z przed chwili. Nie powinnam wziąć tego do siebie, ale ludzie pijani chyba z reguły mówią prawdę, więc już sama nie wiedziałam...
Siadłam na łóżku i wepchnęłam wzrok w podłogę.
- Wiesz jak to jest kiedy przyjaciel powie ci, że cię kocha? - Zapytałam Sharona.
- Na szczęście nie - odpowiedział wzruszając ramionami.
- To rzeczywiście masz szczęście - stwierdziłam i wymusiłam kolejny uśmiech w jego stronę.
__________________________________________________

Cześć :) Oto pierwszy rozdział Jokera. Jak zauważyłyście, Nialla jeszcze nie było, ale jak dobrze myślę, to pojawi się już w drugim rozdziale.
Zadam takie trzy pytania, aby łatwiej się wam pisało komentarz:

1. Co sądzicie o głównej bohaterce, Rose?
2. Co myślicie o wyznaniu Michaela i o tym całym zamieszaniu między nim, a Rosie?
3. Jakie jest wasze zdanie o całym pierwszym rozdziale?

I mam takie ważne pytanie, czy wolicie żeby opowiadanie było pisane w czasie przeszłym (jak teraz) czy mam zmienić wszystko na czas teraźniejszy?

To chyba tyle ile chciałam wam na razie napisać. Czekam na wasze opinie, bo one są dla mnie bardzo ważne. Muszę wiedzieć czy komuś to się podoba, aby tworzyć dalej.

- Chcesz być stale informowana o nowych rozdziałach? Zajrzyj tu = KLIK
- Twitter opowiadania = @jokerfanfiction
- Mój Twitter = @suuunschine
- Ask, gdzie możecie pisać z bohaterami lub po prostu o coś zapytać = @joker_fanfiction
- Mój mail = x-angela@o2.pl
- Mój blog o poradach na blogspocie = http://blogowy-poradnik.blogspot.com/


                                                        PRZECZYTAŁAŚ = SKOMENTUJ! 


Do następnego xx / Angel



12 komentarzy:

  1. Rozdzial cudowny *.* nie moge sie doczekac, kiedy do akcji wkroczy Niall :3
    1.Rose wydaje mi sie byc ok, nie mam co do niej jeszcze jakos specjanie okreslonego zdania, no to w koncu 1 rozdzial :p
    2. Co do wyznania Mike'a, to troche urocze, ale glupi jest, ze zrobi to dopiero, kiedy Rose wyjezdza... iii jeszcze sprawa tego telefonu... coz, od tego momentu uwazam, ze jest chujem i nawet fakt, ze byl pijany, nie pozwala mu w taki sposob krzyczec na kogokolwiek!
    3. Rozdzial uwazam za fajny, jednak nie dzialo sie w nim nic specjalnego, ale spodziewam sie jakiejs wielkiej bomby w dalszych czesciach tego opowiadania :D

    Pozdrawiam :* ~~Livka

    OdpowiedzUsuń
  2. "Siadłam na łóżku i wepchnęłam wzrok w podłogę" 😂 Haha rozdział jest zajebisty. Rose jest ok ;)) . Wg mnie chyba lepiej jest w czasie przeszłym. Bardzo mi się spodobało także...twórz dalej takie dzieła ❤❤😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Super :D
    Taak, nie bd chodzić na imprezy, nie bd mieć chłopaka i bd spała sama w łóżku, yhym, na pewno :D
    No cóż, Rose wydaje się ok, ale jeszcze jej dobrze nie znam :D
    Czekam, aż bd Niall i jak się dokładnie poznają :D
    No co? Chłopak się zakochał i co zrobisz? Zachował się głupio, dzwoniąc do niej po pijaku, ale nie pomyślał i tyle :D
    Ogólnie rozdział fajny, czekam na nn :D
    Dziękuję :* - Asia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. Rose wydaje się być ciekawa i pełna niespodzianek :D i nie będę się z nią nudzić :D
    2. To było takie mega słodkie ale sama nie wiedziała bym co miała bym mu w takiej chwili odpowiedzieć i jak się zachować ale mam nadzieje że ich relacje się niedługo poprawią :)
    3. Pierwszy rozdział jest po prostu genialny wszystko w 100 % mi się podobało :) już się nie mogę doczekać następnego :*
    mam nadzieje że będzie taki sam świetny jak ten :* <3

    OdpowiedzUsuń
  5. 1. Wydaje się fajna
    2. Myślę, że to straszne, że wyznał jej miłość, bo doświadczyłam podobną sytuację (chociaż obyło się bez pocałunku) i nie było potem fajnie.
    3. Bardzo mi się podoba, czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  6. 1Wydaje sie spoko;)
    2.nie wiem co bym zrobila na jej miejscu i co mu powiedziec ale to bylo takie slodkie*-*
    3.rozdzial jest suuuper podoba mi sie :* @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział :D Nie mogę się doczekać kiedy będzie Niall :)
    1. Rose jest okej, polubiłam ją.
    2. Szczerze mówiąc to nie wiem co o tym sądzić, ale to wyznanie było słodkie.
    3. Bardzo mi się spodobał i nie mogę doczekać się następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny, szybko next :))

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny nie mogę się doczekać 2 rozdziału i mam nadzieje że szybko bd się pojawiać rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  10. Po lekturze 1 rozdziału mogę powiedzieć, że Rose wydaje się dosyć przeciętną, ale sympatyczną osobą. Myślę, że chociaż raz każda dziewczyna mówiła sobie, że nie będzie się oglądać za chłopakami albo nie będzie chodzić na imprezy, a wiadomo, że i tak wychodzi inaczej :D Co do wyznania jej przyjaciela, to musiał być prawdziwy cios. Chyba można powiedzieć, że nieodwzajemniona miłość to jedno z najbardziej bolesnych uczuć na ziemi... Z drugiej strony rozwaliło mnie zdanie o pierwszym chłopaku Rose: "był mega przystojny, a do tego taki wysportowany". Czy to jest najważniejsze? I zwroty: "wepchnęłam wzrok w podłogę" lub "zaczęłam trzepać się na fotelu pasażera" też są niezbyt udane. Mimo wszystko chętnie przeczytam kolejny rozdział, bo miałam do czynienia z Twoimi poprzednimi opowiadaniami i pomysły masz naprawdę ciekawe :)
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  11. Skomętowałabym to odrazu kiedy dodałaś ale coś internet mi szwankował :/
    Ale lepiej późno niż wcale nie?
    A więc... KURDE ROZDZIŁ BYŁ BARDZO BARDZO BARDZO X100 FAJNY :D Czekam na następny i mam nadzieje że będzie sie działo więcej :* Czekam tylko na to aż pozna Nialla :p WIEC JESZCZE RAZ BĘDW CZEKAĆ NA DALSZY CIĄG TEJ HMM... HISTORII? :3
    ~Żaneta

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej przeczytałam i stwierdzam, że mi się podoba. Czekam, aż akcja się rozwinie bo jak na razie nie mogę dużo powiedzieć. Napisałam do Ciebie na GG, jednak nie mam pewności że nadal wchodzisz na to konto:)
    Czekam na następny i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń